Pacjenci i lekarze Bez Granic ofiarami zbrodni !

Szef MSF Christopher Stokes powiedział, że "w związku z domniemaniem popełnienia zbrodni wojennej organizacja domaga się, by w sprawie zdarzenia zostało przeprowadzone przez niezależny międzynarodowy organ całościowe i przejrzyste śledztwo". Dochodzenie zapowiedziały już władze amerykańskie i afgańskie. NATO w oświadczeniu podało, że w ciągu najbliższych dni ma nadzieję zamknąć wstępne międzynarodowe śledztwo, które ma ustalić, czy w wyniku przeprowadzonego przez koalicję pod wodzą USA ataku trafiony został szpital. Lekarze bez Granic poinformowali też, że wskutek obrażeń zmarło 3 kolejnych pacjentów szpitala. Najnowszy bilans ofiar śmiertelnych to obecnie 10 pacjentów i 12 członków personelu. Rzecznik MSF w Afganistanie Kate Stegeman przekazała mediom, że obecnie w szpitalu zniszczonym przez bombardowanie nie pracuje już żaden członek personelu. - Szpital MSF nie może dłużej działać. Pacjenci, którzy znajdowali się w stanie krytycznym, zostali przetransportowani do innych placówek medycznych - dodała. Komisja Europejska wyraziła głębokie ubolewanie z powodu - jak to ujęła - najprawdopodobniej omyłkowego zbombardowania szpitala w Kunduzie. - Jestem głęboko wstrząśnięty śmiercią pracowników organizacji Lekarze bez Granic - oświadczył w sobotę w Brukseli komisarz UE ds. pomocy humanitarnej i zarządzania kryzysowego Christos Stylianides. Złożył kondolencje rodzinom ofiar, oddał również hołd ludziom, którzy pracują "w bardzo trudnych warunkach". Sprzęt medyczny i pracownicy humanitarni powinni być chronieni - podkreślił. Był to jedyny na północnym wschodzie Afganistanu ośrodek będący w stanie leczyć najcięższe obrażenia wojenne. Jego zamknięcie przypada w czasie, gdy w Kunduzie o kontrolę nad miastem toczą się walki między afgańską armią a talibami. Okoliczności ataku, do którego doszło w sobotę nad ranem, są niejasne. W sobotnim oświadczeniu MSF podano, że "wszystko wskazuje", iż międzynarodowa koalicja ponosi odpowiedzialność za bombardowanie, a rzecznik sił amerykańskich, pułkownik Brian Tribus powiedział, że amerykański nalot "w okolicy Kunduzu" w sobotę nad ranem "mógł doprowadzić do ubocznych uszkodzeń pobliskiej placówki medycznej". Afgańskie ministerstwo obrony oświadczyło, że terroryści uzbrojeni w ciężką broń i światła wtargnęli do szpitala i użyli "budynków i ludzi wewnątrz jako tarcz", gdy strzelali w kierunku afgańskich sił bezpieczeństwa. Rzecznik resortu Dawlat Waziri poinformował, że islamistów ostrzelano ze śmigłowca, powodując uszkodzenia budynków. Rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych Sedik Sedikki powiadomił, że 10-15 terrorystów ukrywało się w szpitalu w chwili bombardowania. - Wszyscy terroryści zginęli, ale również straciliśmy lekarzy - powiedział. Dodał, że 80 członków personelu szpitala, w tym 15 cudzoziemców, zostało zabranych w bezpieczne miejsce. Zaprzeczyli temu Lekarze bez Granic; organizacja oświadczyła, że bramy obiektu były zamknięte całą noc, więc "nikt poza personelem czy pacjentem nie mógł przebywać w szpitalu w chwili bombardowania". Jednak agencja AP poinformowała, że na jej nagraniu wideo, przedstawiającym spalony budynek, na parapetach widać broń automatyczną i co najmniej jeden karabin maszynowy. Organizacja zapewniła, że zapobiegawczo przekazała współrzędne GPS szpitala siłom afgańskim i amerykańskim, a bombardowanie trwało jeszcze "ponad 45 minut" po przekazaniu przez MSF, że jej szpital ucierpiał w wyniku pierwszych strzałów. W środę pułkownik Tribus informował, że do Kunduzu wysłano siły specjalne NATO, by pomóc afgańskiemu wojsku w odbiciu tego miasta. Afgańskie wojska zdołały odzyskać kontrolę nad większością Kunduzu. W ciągu ostatnich dni toczyły się walki o miasto, którego zajęcie przez talibów było uważane za jedno z ich największych zwycięstw w czasie trwającego prawie 14 lat konfliktu.