Mleko z banku ratuje wcześniaki

Rodzą się wiele tygodni przed planowym terminem i  ważą nieraz mniej niż torebka cukru - 700, 800 gramów. Niedojrzałe organizmy wcześniaków walczą dzielnie o życie, wspierane przez lekarzy, pielęgniarki i rodziców. Najlepsza broń to mleko mamy lub... z banku. Oddział Neonatologiczny Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej to jedna z czołowych placówek o tym profilu w kraju, gdzie ratuje się z  powodzeniem nawet bardzo małe i niedojrzałe dzieci. To możliwe m.in. dzięki działającemu przy oddziale Bankowi Mleka Kobiecego, otwartemu półtora roku temu jako drugi taki w kraju. Swój pokarm oddało już ponad 30 kobiet, a skorzystało z niego ponad 150 dzieci. Wśród nich była Ola, urodzona w 23. tygodniu ciąży i pozostawiona w  szpitalu przez matkę. Wykarmiona wyłącznie mlekiem innych kobiet rosła jak na drożdżach i w dobrym zdrowiu trafiła do rodziny zastępczej. O tym, że mleko kobiece to dla wcześniaków najlepszy lek przekonał się w Szwecji ordynator oddziału neonatologii prof. Janusz Świetliński. ,,Poszukiwałem rozwiązania na przekleństwo, jakim były dla mnie infekcje szpitalne i antybiotykoterapia u tych bardzo małych dzieci. Znalazłem je w Szpitalu Uniwersyteckim w Uppsali, jednym z najlepszych na świecie" - opowiada. Tamtejsi lekarze ograniczają do minimum rurki i igły wprowadzane do organizmu dziecka, co zmniejsza ryzyko groźnych infekcji. Kiedy tylko pozwala na to stan ich zdrowia, maluchy "kangurują", czyli przytulają się do mamy i taty. Od samego początku dostają też pokarm mamy. Tak jest również w Rudzie Śląskiej. ,,Częstość zakażeń szpitalnych jest w naszym oddziale bardzo niska, na poziomie 10 proc. To wynik porównywalny z dobrymi szpitalami światowymi. Mamy też kilkukrotnie niższą od przeciętnej częstość paskudnego powikłania, jakim jest martwicze zapalenie jelit. Mleko matki powoduje po prostu, że szanse wcześniaka gwałtownie rosną. Im mniejsze dziecko, im mniej dojrzałe, tym korzyść z mleka własnej mamy jest jeszcze większa" - wyjaśnia profesor. Kobiety, która urodziły przedwcześnie, często mają jednak problemy z  laktacją. Ratunkiem jest wtedy bank mleka. Dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy ten w Rudzie jest wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt, a mleko podawane wcześniakom jest przebadane, pasteryzowane i  dzięki temu - całkowicie bezpieczne. W zacisznym pokoju rzędem siedzą mamy wcześniaków, podłączone do laktatorów. ,,Moja Patrycja pije 300 ml na dzień, dlaczego miałabym wylewać resztę, jeśli mogę komuś pomóc?" - pyta Agnieszka Glinka. Podczas świątecznego spotkania lekarze i pielęgniarki dziękowali dawczyniom za każdą kroplę mleka, za poświęcony czas, trud i energię, nawet kiedy było im ciężko. ,,Dzięki wam nasz bank mleka istnieje" - podkreślił prof. Świetliński. Za to, że mogły oddawać swoje mleko dziękowały również byłe dawczynie Diana Bystrzejewska i Anna Gołąbek, mamy już rocznych pociech. Swój gest uważają za coś zupełnie naturalnego. Pani Diana oczekiwała narodzin bliźniaków. ,,Trafiłam do szpitala z  problemami w 29. tygodniu ciąży. Narodziny dzieci to było i szczęście, i  tragedia. Syn zmarł w drugiej dobie życia, Lenka się wybroniła. Tłumaczyłam sobie wtedy, że jeśli jedno dziecko straciłam, muszę mieć nadmiar mleka. Mogę więc komuś innemu pomóc, jeśli już nie mogę pomóc własnemu synowi. Masz, to się dzielisz, to cię nic nie kosztuje, a to przecież tak strasznie ważne, żeby dzieci miały mleko mamy" - opowiadała. Dyplom ,,dla najmniejszego, a zarazem największego bohatera oddziału" odebrał 1,5-roczny Dawid Spałek, który urodził się w 22. tygodniu ciąży. To graniczny moment ciąży między poronieniem a przedwczesnym porodem. ,,Wielka medycyna światowa próbuje takie dzieci ratować, zawsze na wyraźne życzenie rodziców. Tak było w tym przypadku. Dawid żyje, sprawia wiele troski rodzicom, ale z tego, co widzę, jest również powodem do szczęścia. Chciałbym, żeby wszyscy rodzice brali was za przykład, jak bardzo można kochać swoje dziecko" - powiedział prof. Świetliński, wręczając dyplom rodzicom Dawida. ,,Kiedy się urodził, nie oddychał i nie dawał oznak życia. Pielęgniarka zapytała żonę, czy mają go ochrzcić. Żona się zgodziła, w  momencie chrztu dał pierwsze oznaki życia. W międzyczasie lekarz wyszedł do mnie i złożył mi kondolencje. Już dzwoniłem do rodziny, że Dawid zmarł, a okazało się, że żyje i jednak walczy - o każdą godzinę, o każdą kroplę mleka od mamy. Siedem razy mówiono nam jeszcze później, że jego życie jest zagrożone. Walczymy do dzisiaj" - opowiadał tata Dawida Piotr Spałek.